Opinie

Zdrowa, zielona żywność daje nie tylko dobre samopoczucie, ale także pomaga organizmowi wyzdrowieć.
Co piszą o zielonej żywności osoby, które jej używają…?

„Potwierdzam, Zielone działa, byłam nastawiona specyficznie… ale teraz Samopoczucie na 100% z plusem…. i fizyczne i psyche… Polecam kochani, kto jeszcze się zastanawia, nie ma na co czekać, wiosna już tuż za oknem…”
Kasia

……………………………………………………………………………………………………..

„Potwierdzam super produkt!! Wypróbowany na sobie,bez skutków ubocznych! Pije jęczmień i łykam chlorelle i nadal żyję, a przy okazji mam kilka kilogramów mniej, (nie to że miałam z czego) z czystym sumieniem polecam. Już zaraziłam zielonym moich znajomych,a coo..niech oni tez piją…samo zdrowie. Prawdziwa bomba witaminowa! Tak wiec, ci którzy jeszcze nie wpadli w nałóg zielonego, nie ma co się zastanawiać i na zdrowie!”
Monia

………………………………………………………………………………………………………

” Torebkę z zielonymi pastylkami dostałam od mojej córki pod choinkę. Ponieważ nie mówiła mi co to jest i jak działa, tylko kazała jeść, nie wiedziałam o co chodzi. Ufam mojej córce i dzielnie połykałam pachnące trawą zielone tabletki. Po kilku dniach, kiedy zaczęłam dużo częściej odwiedzać łazienkę, zadzwoniła córka. Zapytała, jak się czuję? Opowiedziałam jej o moich łazienkowych rewelacjach, ale zaczęłam też czuć się wyraźnie lżej. Każdy dzień przynosił ulgę i lekkość. Jestem osobą o słusznej wadze, w statecznym wieku, do tego palącą papierosy, mam nadciśnienie i problemy z żyłami, więc lekkość jaką zaczynałam odczuwać bardzo mi się podobała. Mam też psa, z którym trzeba wychodzić kilka razy dziennie na spacer. Ze względu na mój wiek i choroby żył, było to coraz trudniejsze. Męczyłam się po kilku krokach, co chwilę musiałam przystawać, bo nogi tak bardzo bolały. Jednak w styczniu zauważyłam, że chodzenie po mieszkaniu nie sprawia mi już takich trudności jak niedawno… Z psem, bez trudu zaczęłam chodzić na dłuższe spacery. Tym razem ja zadzwoniłam do córki. Zapytałam jej co to jest, to zielone, które tak bardzo odmieniło moje życie? Dopiero wtedy opowiedziała mi o działaniach chlorelli. Chciała, żeby podświadomość nie podsuwała mi gotowych rozwiązań, jak mam się po tym czuć. Więc bez świadomości, jak chlorella oczyszcza organizm skorzystałam z jej dobrodziejstw! Przestały smakować mi produkty, które do tej pory jadłam…odstawiłam słodycze, a papierosy mają dziwny, nieprzyjemny smak… chyba dojdzie do tego, że przestanę je palić! Po 30 latach…. Dziękuję mojej córce za ten prezent, który był najpiękniejszym prezentem jaki mogłam dostać – po prostu zdrowie…”
Ola z Krakowa

…………………………………………………………………………………………………………….

„Chlorella na początek dnia i zeeeeero palenia. Ta odrobina cudownego zielonego skarbu natury nie pozostawia Ci wyboru ….zwyczajny koniec palenia bez żadnego wysiłku planów postanowień……bez tęsknoty NIE PALĘ I JESTEM Z TEGO DUMNA. Zapewniam że jestem baaardzo żywym dowodem cudownego działania Chlorelli którą obdzielam tych co kocham …..”
Wiola

…………………………………………………………………………………………………………….

„Ciągłe zmęczenie, bladość, brak ochoty do życia. Tak, to ja. Mam 18 lat i pomimo, że wyglądam na dobrze odżywioną nastolatkę, czuję się fatalnie… Tak myślałam kilka miesięcy temu, kiedy patrzyłam w lustro i moja twarz zlewała się z kolorem ściany. Bladość, jakby ktoś wyssał ze mnie całą krew. Badania krwi pokazały, że mam problem. Anemia. I to postępująca. Nie chciałam wierzyć, bo odżywiam się normalnie: śniadanie, obiad, czasem kolacja. Przepisali mi terdyferon, więc zażywałam zgodnie z zaleceniami. Po jakimś czasie z wyników badań wyczytali, że wysiadła mi wątroba. Co? Ale dlaczego? Szukałam rozwiązań w internecie. Trafiłam na info o chlorofilu, który tworzy nową krew. Myślałam, że robią chlorofil w tabletkach. Nic z tego. Wyszukałam produktów, które zawierają chlorofil w swoim składzie. Przyjaciółka poleciła mi sok z młodego jęczmienia. Radość 🙂 Po dosłownie kilku tygodniach anemia zaczęła znikać, a wątroba odzyskała dawną funkcjonalność. Nie wiem, czy to przez jęczmień, ale na pewno nie przez tabletki z żelazem. Odstawiłam je, bo okazało się, że niszczyły mi wątrobę. Przestałam pić coca colę. Znajomi dziwnie na mnie patrzą, kiedy przychodzę do szkoły z shakerem pełnym zielonego płynu. Oni sączą colę, a ja… w końcu cieszę się życiem!”
Malutka

………………………………………………………………………………………………………….

 „Chciałam podziękować osobie, która pojawiła się znienacka w moim życiu i rozjaśniła mi, że to czym się karmię ma taki wpływ na moje życie. Całkiem niedawno temu byłem facetem, który na słowo „warzywa” parskał śmiechem, zamawiając frytki, schabowego i colę. Kawa, biznes, papierosy to była moja codzienność. W wolnej chwili wyskakiwałem na kebaba, albo inną „zdrową” przekąskę. Nie, nie chorowałem, czułem się nawet dobrze. Tylko czasami lekka zadyszka przy wchodzeniu po schodach. Nieco ciasnawe spodnie. Ale nie były to powody do tak radykalnych zmian. Nie wiem jak się to stało i dlaczego. Z męskiego punktu widzenia, to nie wytłumaczalne. Po kilkunastu zdaniach o zaletach, jakie daje picie „zielonego”, zgodziłem się spróbować soku z młodego jęczmienia. Na początku nie było łatwo – smak całkiem inny niż piwo nie zachęcał do codziennego picia (nie mówiąc o tym, że miało to być 3 razy dziennie) Zmieszałem z sokiem pomarańczowym. Ulga- da się to brać. Dzisiaj zamiast porannej kawy robię „szejka”, wypijam i czuję moc. Zdecydowanie zgłupiałem, ale nie chcę i nie umiem już inaczej. Czuję się lżej, bardziej energetycznie i wiem, że to dzięki niemu. Dziękuję!”
Zielony Szejk

………………………………………………………………………………………………………..

” Nie jestem mocna w pisaniu, ale skrobnę kilka słów o tym co mnie spotkało, po to, żeby matki karmiące mogły tak samo jak ja patrzeć jak pięknie rośnie ich ukochane dziecko. Pewnie tak jak większość z was, miałam obawy przed kolkami mojej córeczki. Nie pojawiały się przez pierwsze 2 miesiące zaraz po urodzeniu i z radością myślałam, że to koniec i już nas to nie dosięgnie. Karmię małą piersią, a jak wiadomo dzieci na mleku matki rzadziej mają kolki i zaparcia. Tak, to prawda…chyba, że matka musi jeść to co aktualnie dostanie w sklepie (niestety nie ze zdrową żywnością…) Pewnie mój błąd. Nie wiem. W trzecim miesiącu po porodzie córka zaczęła rzadziej się wypróżniać. Pusta pieluszka nie była dobrym znakiem. Do tego zaczęła prężyć się i rozpaczliwie płakać. Jak można się domyślić, poleciałam do lekarza. Dostałam kropelki na uwolnienie stolca. Mała broniła się jak mogła, ale zgodnie z zaleceniami dzielnie podawałam jej preparat. Nic z tego. Pomagało na chwilę…potem znowu płacz. Z nerwów miałam mniej pokarmu. Przeczytałam już chyba wszystko o kolkach. Niestety też w pieluszce nie było widać nic oprócz jej ciężkości. Córeczka bardzo cierpiała, bo 3 dni bez wypróżniania dla takiego maluszka to ciężkie przeżycie. Dzwoniłam po koleżankach z małymi dziećmi, żeby poradziły co robić. I tak trafiłam na „dobrą duszę” która zaproponowała sok z młodego jęczmienia. Nie wiedziałam co to jest. Czytałam opinie młodych matek – ale w internecie jest ich bardzo mało. Jednak w desperacji, po upewnieniu się u lekarza, że nie zaszkodzi (pomóc nie pomoże, ale nie zaszkodzi) postanowiłam spróbować. Jak można się domyślić – pomogło! Już po kilku dniach picia przeze mnie zielonego napoju córeczka odzyskała sprawność jelit! W moim mleku coś się zmieniło i dziecko odczuło to natychmiast! Nawet nie wiecie jaka to ulga widzieć w oczach swojego dziecka radość, a w pieluszce oczekiwaną codzienną zawartość. Kolki stawały się coraz mniej dokuczliwe. Wierzę, że to dzięki jęczmieniowi, bo tylko to zmieniłam w diecie, żeby mieć pewność. Każdego dnia widziałam poprawę. „Dobre dusze” chodzą po ziemi i pomagają nam w odzyskaniu spokoju. <3 „
Ala – mama Lenki

…………………………………………………………………………………………………

„Szukajcie, a znajdziecie” – więc szukałam. Od dziecka chorowałam na AZS i inne związane z alergiami choroby, widoczne na skórze. Moje dzieci i nawet wnuki cierpią na podobne schorzenia. Myślałam, że tak już musi być i „taka moja uroda”, jak od dawna mówili lekarze. Więc powtarzałam młodym to samo. Dieta? Tak, musiała się zmienić, bo okazało się, że nie toleruję glutenu i jeszcze kilku innych ciekawostek, po których dostawałam bólu brzucha i wysypki. Miałam dość życia bez radości, ale za to z zaprzyjaźnioną panią z apteki. Tysiące złotych wydanych na lekarstwa, które nie pomagają! Wtedy zaczęłam szukać w naturze. Zioła, warzywa, eliksiry zdrowia. Natknęłam się na chlorellę. Oczyszcza, pomaga skórze wyzdrowieć. Wspaniale! Pełna nadziei, że szybko zacznę zdrowieć zaczęłam od dużej dawki. Chciałam jak najszybciej skończyć z chorobami. Przeliczyłam się. Chlorella okazała się dla mnie za mocna. Dostałam większej niż zwykle wysypki, paliły mnie policzki, bolał brzuch. Skonsultowałam się ze sprzedającym. Lekarz, podobnie jak dystrybutor, uznał, że to alga i mogę być na nią wrażliwa. Musiałam odstawić chlorelle na 3 dni i zacząć od jednej tabletki, zwiększając dawkę o kolejną, jedną tabletkę co tydzień, aż do 15 dziennie (osiągnęłam tą liczbę po kilkunastu tygodniach). Powoli, cierpliwie, każdego dnia po jednej , dwie, trzy … i tak przyzwyczaiłam organizm do stopniowego oczyszczania i odżywiania. Dołączyłam sok z jęczmienia. Nie mogę uwierzyć, że sok ze zwykłej trawy jęczmiennej dał mi tyle sił! Dzisiaj razem z młodymi pijemy jęczmień i zdrowiejemy. Powoli i cierpliwie. Bo ile czasu chorowałeś, tyle czasu i na zdrowienie musisz przeznaczyć…”
Beatrice

……………………………………………………………………………………………..

 „Jeżeli ktoś lubi nabijać kieszeń koncernom to zielone odpada….. zastępuje różowe czerwone żółte i całą gamę kolorowych suplementów diety. Tych na włosy , skórę, paznokcie, witalność, detox, dla tych co postanowili rzucić palenie i szereg innych ….. przyznaję lody waniliowe z bitą śmietaną są smaczniejsze od koktajlu zielonego ale zapewniam jak ja daję radę to każdy da teraz muszę częściej inwestować w farbowanie odrostów, częściej piłować paznokcie, nie palę, o innych zaletach nie wspomnę bo się wstydzę …….jednym słowem zielone zrelaksowało moje życie i kieszeń”
Violetta

Powrót na stronę główną

2 myśli nt. „Opinie

  1. Pingback: Łowcy Trendów – coolhunting&trendsetting » O tym jak „zielone” zmienia życie

  2. Aleksandra

    Przygodę z zielonką (Chlorellą) rozpoczęłam 1 lipca b.r. i trwam nadal :). Po pierwszych 10 dniach brania produktu zaczął się detox.. głównie objawiający się bolącym żołądkiem, jelitami oraz wątrobą oraz ogólnym osłabieniem organizmu i bólem głowy (z migrenami włącznie!). W tym czasie (trwało to ok. 3 dni) praktycznie nic nie jadłam (zero apetytu, jedynie woda i sucharki na mus ? brak chęci do palenia papierosów!) a z jelit mimo to regularnie usuwany był pokarm.
    W sumie to mogę śmiało powiedzieć, że przez te dni to umierałam w łóżku bo na nic nie miałam siły. Po tej krótkiej głodówce apetyt na jakiekolwiek słodycze zniknął. Przyznam, że warto było się przemęczyć gdyż samopoczucie, później z każdym dniem było coraz lepsze, po 3 tyg. stosowania zgubiłam 4 kg (nie wysilałam się jakoś bardzo z dietą) i wyraźnie poprawiła się jakoś cery (przed braniem Chlorelli miałam duże problemy skórne związane z pojawianiem się suchych swędzących plam, cellulit praktycznie zniknął). Nie chce mi się już pić kawy, nie ciągnie mnie do alkoholu a spożycie ukochanej coca-coli spadło prawie do zera (choć przyznam, że czasem zdarzy mi się wypić zimną puszeczkę). Będę kontynuować swoją przygodę z Chlorella i może wzmocnię tą kurację również napojem z jęczmienia.. po tylu latach jedzenia byle czego można się poświęcić ;).
    Podsumowywując warto czasem zacisnąć zęby by zyskać cos ważnego – dobre samopoczucie i zdrowie!
    Aniu bardzo Ci dziękuję, że mnie namówiłaś!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *